Fotografia zatytułowana The Fall of Icarus to efekt wizji, którą Andrew McCarthy przygotowywał od miesięcy. Nie liczył na łut szczęścia – cały projekt został precyzyjnie zaplanowany niczym misja specjalna. Na zdjęciu widzimy Gabriela C. Browna, muzyka, twórcę internetowego i doświadczonego spadochroniarza. Od dawna przyjaźnił się z McCarthym, a wspólna skłonność do ambitnych wyzwań sprawiła, że obaj podjęli się realizacji tego niezwykłego pomysłu.
Przez sześć tygodni dopracowywali każdy detal: od miejsca i godziny skoku, przez wysokość i parametry lotu, aż po ustawienie teleskopu względem Słońca. Brown wyskoczył z niewielkiego samolotu na wysokości około 1070 metrów, a McCarthy znajdował się ponad dwa kilometry dalej, celując teleskopem w tarczę słoneczną. Wcześniej wykonano sześć prób, aby idealnie ustawić samolot w jednej linii z pozorną pozycją Słońca. Pole widzenia było tak wąskie, że margines błędu liczono w sekundach.
Gdy Brown wyskoczył, McCarthy nie miał pewności, czy udało mu się uchwycić właściwy moment. Dopiero po spojrzeniu na ekran aparatu wykrzyknął: „I got it, dude!”. Emocje były tak silne, że całą reakcję zarejestrowano na nagraniu. Gdyby kadr nie wyszedł, projekt trzeba by odsunąć na wiele kolejnych miesięcy.
Efekt końcowy to perfekcyjnie uchwycona sylwetka skoczka przecinającego tarczę Słońca przez ułamek sekundy. Zdjęcie wykonano przez teleskop słoneczny z filtrami ochronnymi ujawniającymi plamy i protuberancje. Oczywiście Brown nie znajdował się blisko naszej gwiazdy – to jedynie krótkie zjawisko perspektywiczne widoczne z Ziemi. To ujęcie powstało w czasie rzeczywistym, bez żadnego montażu, pokazując, jak spektakularnie mogą wyglądać takie zbiegi okoliczności, gdy wszystko zgra się co do sekundy.

Zobacz również
Za młodzi na millenialsów, za starzy na pokolenie Z? ?
Zillenialsi to pokolenie, które dorastało na styku dwóch światów. Pamiętają dzieciństwo bez smartfonów, ale internet i media społecznościowe stały się nieodłączną częścią ich dorastania. Zdążyli poznać życie przed cyfrową rewolucją, a jednocześnie świetnie odnaleźli się w nowej rzeczywistości.
Trochę millenialsi, trochę pokolenie Z, ale tak naprawdę coś pomiędzy. ❤️
Roczniki 1993–1998, jesteście tutaj?

Wspólne treningi, godziny spędzone na korcie, tysiące odbitych piłek i lata ciężkiej pracy. Wtedy pewnie nawet nie przypuszczały, że pewnego dnia spotkają się po przeciwnych stronach siatki, walcząc o awans do finału jednego z największych turniejów tenisowych na świecie. ❤️
Jutro jedna z nich wygra, druga będzie musiała pogodzić się z porażką. Ale niezależnie od wyniku obie już osiągnęły coś wyjątkowego. I obie zasługują na ogromne brawa! ???

2 września 2010 roku, nieco ponad rok przed śmiercią, Steve Jobs wysłał niezwykle poruszającego e-maila do samego siebie.
Nie pisał w nim o Apple, pieniądzach ani swoich osiągnięciach. Zamiast tego zastanawiał się, jak wiele zawdzięcza innym ludziom. Przyznał, że nie stworzył języka, którym mówi, nie wyhodował jedzenia, które spożywa, ani nie uszył ubrań, które nosi.
Jego słowa były wyrazem wdzięczności wobec wszystkich, którzy swoją pracą przyczynili się do rozwoju świata.
Steve Jobs zmarł 5 października 2011 roku w wieku 56 lat. Jego wiadomość przypomina nam o jednej ważnej rzeczy: nawet największe sukcesy nigdy nie są dziełem tylko jednego człowieka. ❤️
