Z ustawy o Trybunale Konstytucyjnym wynika, że z udziału w rozpoznawaniu sprawy wyłączony musi być sędzia, który jest uczestnikiem postępowania albo wnioskodawcą. Sędzia Krystyna Pawłowicz, która orzekała w ubiegłym tygodniu w sprawie aborcji, w 2017 roku była podpisana pod takim samym wnioskiem dotyczącym aborcji ze względu na ciężkie wady płodu.
W związku z tym, zdaniem opozycji, Pawłowicz nie powinna orzekać ws. aborcji. "Krystyna Pawłowicz podpisała się pod identycznym wnioskiem do TK w poprzedniej kadencji i powinna być wyłączona z orzekania" – oceniła posłanka i wiceprezes PSL Urszula Pasławska.
Jej zdaniem, "w każdym innym procesie w sądzie powszechnym w takiej sytuacji wyrok byłby podważony".
"Nie można być sędzią we własnej sprawie" – stwierdziła Pasławska.
Jej zdanie podziela konstytucjonalista, prof. UW Ryszard Piotrowski. - Ta sytuacja powinna spowodować wyłączenie sędziego od orzekania w tej sprawie - ocenił w rozmowie z polsatnews.pl dr hab. Ryszard Piotrowski.
Jak rozumiem, w podpisanym wniosku w sprawie niekonstytucyjności ustawy, znalazła się konkretna argumentacja, którą podpisana pod wnioskiem osoba podziela. W związku z tym staje się sędzią we własnej sprawie. To tak, jakby adwokat zasiadł w składzie orzekającym - ocenia.
Piotrowski zwraca uwagę, że w tym przypadku "orzekający w składzie sędzia jest jednocześnie współautorem wniosku". - Skoro tak, to przecież w trakcie narady sędziowskiej, i poprzedzającej tę naradę pracy, może oddziaływać na innych sędziów, ponieważ zależy mu na tym, by jego wniosek został uwzględniony. Taka okoliczność sprawia, że taki sędzia traci status bezstronnego - przekonuje.

Zobacz również
islandzki elektryk Guðmundur Felix Grétarsson stracił obie ręce po porażeniu prądem o napięciu 11 tysięcy woltów. Po 23 latach, w styczniu 2021 roku, przeszedł w Lyonie pionierski przeszczep obu rąk, obejmujący także rekonstrukcję lewego barku. Operacja trwała blisko 15 godzin.
Dzięki wieloletniej rehabilitacji odzyskał możliwość poruszania rękami i znacznie większą samodzielność. Na początku 2026 roku opowiadał, że potrafi jeździć na rowerze, kosić trawę, pracować w ogrodzie i malować dom. To ogromna zmiana po ponad dwóch dekadach życia bez rąk.

Gdy Mona zaczęła tracić wzrok, codzienny makijaż stawał się dla niej coraz trudniejszy. Jej mąż Des postanowił pomóc. Choć wcześniej nie zajmował się makijażem, zaczął brać lekcje u makijażystki Rosie O’Driscoll. Uczył się nakładać podkład, tuszować rzęsy i malować usta żony.
Mieli za sobą ponad pół wieku małżeństwa. Des podkreślał, że kocha Monę taką, jaka jest, i chciał po prostu sprawić, żeby dobrze się czuła. Ona mówiła, że gdy robił jej makijaż, czuła się „jak w niebie”. Dzięki jego pomocy nadal mogła cieszyć się swoim rytuałem i zaczynać dzień z poczuciem, że jest gotowa wyjść do świata.
Historia pary z irlandzkiego Waterford obiegła świat w 2018 roku. Des zmarł 22 stycznia 2021 roku, a Mona 11 sierpnia 2026 roku. Ich historia pozostaje pięknym przykładem miłości wyrażanej codzienną troską.
